Tag Archives: Stany Zjednoczone

Kierunek generuje

Wygenerował nam kierunek mapkę oraz kilka zdjęć na temat Mono Lake w Kalifornii. To nie jest park narodowy ale warto z drogi zboczyć na trochę. Bo jezioro jest dosyć bajkowe. Z wyjątkiem much może, o których łatwo się pisze, że są alkaliczne, ale trochę gorzej się wśród tych milionów przebywa.

Czy w Polsce działają karty telefoniczne za 5 dolarów

Najprawdopodobniej nie. Tak w ogóle: większość klasycznych (papierowych) kart telefonicznych ma numery dostępowe jedynie na ograniczonym obszarze – nawet w USA. Przy dalszych wyjazdach w Stany – czyni je to całkowicie bezużytecznymi – koszt rozmowy międzystanowej może być nawet kilkukrotnie wyższy od ceny połączenia z Polską. Pamiętam historię 5-dolarowej karty telefonicznej, która z Nowego Jorku zawędrowała aż na Florydę. Jej właścicielka – owszem uzyskała dużo minut taniej rozmowy z rodziną w Polsce ale właściciel telefonu (i domu, w którym pracowała) otrzymał koszmarnie wysoki rachunek za połączenia z Florydy do Nowego Jorku – bo tylko tu, i w New Jersey, 5-dolarowa karta numery dostępowe miała.

W Polsce natomiast działać będzie wirtualna karta Pingo. Po powrocie można ją więc wykorzystać do dzwonienia do USA (3.5 centa za minutę) albo do Irlandii (3.9 centa za minutę).

Rozmowy telefoniczne z USA do Polski

Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że w roamingu minuta rozmowy przez polską komórkę kosztuje ok. 2 dolarów. Dlatego często polecam wirtualną kartę telefoniczną Pingo. Za minutę rozmowy między Stanami a telefonem stacjonarnym w Polsce płaci się 1.7 centa, można też dzwonić przez bezpłatny numer dostępowy w USA (wtedy minuta jest droższa o 1 centa).

Pingo jest wirtualna, co oznacza, że dzwonić przez nią można praktycznie z każdego zakątka USA oraz – używać po powrocie do Polski (np. rozmowa między Polską a USA kosztuje 3.7 centa za minutę). Jest też strona Pingo po polsku: tutaj.

marek R
mia-ny.com – Nowy Jork dla turystów

Co można robić w Darien, CT?

W obliczu upalnego weekendu w mieście człowiek zaczyna się rozglądać za miejscem w którym mógłby zaznać wody, cienia i spokoju. Oczywiście – kuszą nowojorskie plaże na które można dojechać metrem, ale kusi też trochę dalsza przygoda. Wygrywa zaproszenie do Darien – miasteczka w stanie Connecticut, zaledwie 50 minut jazdy pociągiem z dworca Grand Central na Manhattanie.

A więc – co można robić w Darien? W zasadzie nic. Stacja kolejowa – tak jak w reszcie Ameryki – składa się z peronu, automatu do sprzedawania biletów i niezbyt dużego parkingu. Downtown – niczym nie zwraca na siebie uwagi: kilka sklepów i pustawe, przynajmniej w weekend, ulice. Plaże – dla osób z zewnątrz praktycznie niedostępne – jest ich tutaj kilka, ale wstęp na nie mają w zasadzie wyłącznie mieszkańcy.

Ale to tylko pozory. Darien bowiem otwiera swoje podwoje przed mieszkańcami lub tymi, których mieszkańcy zapraszają. Darien, CT jest bowiem jednym z najbardziej zasobnych miasteczek w całych Stanach Zjednoczonych. Położony między dwoma większymi miastami: Stamford i Norwalk i jest w zasadzie sypialnią dla ludzi najczęściej pracujących w Nowym Jorku. Ze średnią ceną nieruchomości wynoszącą ok. 1 miliona dolarów jest jednym z najdroższych do mieszkania miejsc w USA. I najlepszym – tak przynajmniej Darien oceniła w 2005 roku stacja CNN. Podatki są też tutaj wyższe niż w reszcie stanu. Ludzi przyciąga tutaj – przede wszystkim woda. – Jeśli chcesz mieszkać w Darien – mówi nasz znajomy – tak naprawdę musisz mieć swój jacht lub łódź. Inaczej to nie ma sensu: tak dużo zapłacić za dom i tak wysokie płacić podatki. Owszem – jest tu trochę bardzo dobrych szkół, ale tak naprawdę w Darien liczy się pływanie.

Jest tu jeden z najlepszych na świecie klubów żeglarskich: Noroton Yaht Club. Założony w 1928 roku, schowany gdzieś na terenie prywatnego osiedla – wygląda bardzo niepozornie: malutka plaża oraz bar z przekąskami. Nie ma basenu, nie ma nawet restauracji. Ale to dlatego jest właśnie „najlepszy” – bo należą do niego tylko zapaleńcy pływania. Młodzież – najwyraźniej lubi śmigać na Laserach (zaprojektowanych zresztą przez członka tutejszego klubu), dla chętnych są też coniedzielne regaty.

Dla reszty – po prostu żeglowanie lub ściganie się z wiatrem potężną łodzią w zatoce Long Island Sound. W sobotę jest piękny wiatr – więc żeglujemy po okolicy a wieczorem jedziemy do Norwalk – by skosztować owoców morza. W niedzielę wypływamy znowu, ale wiatru praktycznie nie ma, więc trzeba użyć silnika: to dobrze, bo uczę się sterować żaglówką: na początku jest z tym sporo stresu, bo łódź jest kilkunastometrowa a ruch w Zatoce – spory. Na wszelki wypadek dowiaduję się, kto ma pierwszeństwo „przejazdu”, upewniam się, że inni, wbrew pozorom, doskonale wiedzą, co robią i po kilkunastu minutach – już przywykam. Do tego stopnia, że prawie sam wpływam do Ziegler’s Cove – zacisznego miejsca, w którym „parkują” sobie przeogromne jachty. Na odpoczynek, na relaks, na popływanie w „bardzo odświeżającej” wodzie.

marek R
mia:ny – Nowy York dla turystów