Wieczór

IMG_1017W Central Parku, w dodatku z Szekspirem.

„Dwunasta noc” nie jest zbyt znaną sztuką Szekspira. NIe przeszkadza jednak to cieszyć się zdobyciem biletów (tym razem w loterii internetowej, czyli bez kilkugodzinnego stania w kolejce) oraz porażającym wręcz widokiem z widowni teatru Delacorte.

Wracając z teatru w Central Parku minęliśmy grupkę młodzieży, która głośno się zastanawiała, jaka to frajda jest w oglądaniu przynudnej sztuki Szekspira. Jeden chłopal, słusznie chyba, zauważył, że największa frajda to czekanie w kolejce po bilety;)

Poranek

picture-1
Witaj Marku,
pozwól, że opiszę Ci, jak teraz wygląda Twój normalny poranek: wstajesz, siadasz przy swoim komputerze, włączasz go i sprawdzasz swoją pocztę e-mail:
– w nocy przyszło kilka tuzinów nowych zamówień, dodając do dochodów twojej firmy kilka tysięcy dolarów. To stało się tak naprawdę w czasie, gdy spałeś
– w bazie danych pojawiło się kilka bardzo cennych namiarów: prośby o kontakt ludzi, którzy aż się palą, by robić z tobą interesy
– aha, jest jeszcze e-mail od twojego szefa marketingu, w którym opisuje on, co mniej więcej dzisiaj się wydarzy (bez twojego udziału, oczywiście)

Uśmiechasz się, wyłączasz komputer i wychodzisz z domu na krótki spacer by potem zadzwonić do swojego ulubionego klienta ze zwykłym pytaniem: „cześć, jak leci?”

to moje, na gorąco, tłumaczenie e-maila, którego dziś dostałem od Christine Comaford

P.S. Christine jest dosyć znaną w USA osobą zajmującą się start-upami. Jej firma www.resultsnowwebinar.com świadczy usługi konsultingowe, sama Christine była zaangażowana w wiele ciekawych projektów (m.in. Google). Korzystam więc z okazji by jej podziękować za wspaniałą pomoc.

Michael Adams: punkt widzenia

OK – Warren Buffet przyznał, że rok 2008 upłynął jemu i jego inwestorom pod znakiem „kilku błędów”. Media, które jeszcze 8 miesięcy temu analizowały każdy krok Warrena i przerzucały się domysłami, w co Berkshire Hathaway inwestuje, dzisiaj – popisują się hasłami typu „tym razem nie podążaj śladami Warrena Buffetta„. Uwielbiam za taką jednoznaczność i bezkompromisowość analityków i doradców wszelkiej maści, z Jimem Cramerem na czele.

Tak czy inaczej – problem nie dotyczy tylko grubych ryb. Z giełdą, Wall Street i bańką kredytową związani jesteśmy tu wszyscy. Michael Adams wyjaśnia to z grubsza w załaczonym wideo a ja od siebie dodaję, że jednak sporo musimy płacić za odejście od XX wieku. No cóż – widocznie warto;) Bardzo jestem ciekaw, jak świat wyglądał będzie za parę lat.

Jack Canfield: punkt widzenia

Odnoszę wrażene, że gdziekolwiek bym nie był, wszędzie słyszę ludzi rozmawiających o gospodarce. Zabawne jest to, że podczas gdy jedni są śmiertelnie przerażeni obecną sytuacją, inni widzą ją jako unikalną szansę na sukces.

Oczywiście nie jestem ekspertem od ekonomii, ale wiem, że gospodarka, i sytuacja ekonomiczna, jest dla każdego z nas taka sama. To w jaki sposób na tę sytuację reagujesz determinuje to jak się czujesz w obecnych czasach. Jest to więc kolejny przykład działania tego, czego nauczam od wielu lat:

Z+R=W

Gdzie:
Z – Zdarzenia w naszym życiu
R – nasze Reakcje na te wydarzenia
W – Wynik, którego na skutek tych wydarzeń możemy się spodziewać

To, na co ludzie najbardziej narzekaja w swoim życiu to właśnie „Wyniki” z powyższego równania. Na przykład: narzekają na swoją depresję i zniechęcenie, na to, że czują strach lub są agresywni, na to, że traca pieniądze lub nie mogą spać (najczęściej dlatego, że tracą pieniądze).

Te wszystkie „W” które zostały stworzone w ich życiu są skutkiem tego, w jaki sposób zareagowali na „Z” – zdarzenia. A jeśli wszyscy mamy do czynienia z takimi samymi Zdarzeniami to nasze Wyniki będą zależeć wyłącznie od tego, jak każdy z nas na nie Reaguje.

Wszyscy doświadczamy takich samych zdarzeń w naszej gospodarce. Moje pytanie do Ciebie jest następujące „Jak TY reagujesz na to, co obecnie dzieje się w naszej ekonomii?”. Czy Twoja odpowiedź jest pełna strachu, obaw i rezygnacji czy też czujesz, że jest to okazja do tego by rozwinąć się i nauczyć się nowych rzeczy? Czy otaczasz się pozytywnymi ludźmi, którzy są dla Ciebie wzorem sukcesu czy też utknąłeś w zalewie negatywnych informacji płynących z radia, prasy i telewizji?

Jack Canfield (www.canfieldcoaching.com)
(tłum. marek R)

Waszyngton z poziomu… człowieka

Waszynton 2009

Ja wiem – że sukienka za żółta, że państwo w kryzysie a tu 150 milionów poleciało na „świętowanie” sukcesu jednej osoby… Ale to nie o tym. Kliknij na obrazek, by przeczytać tekst i obejrzeć naszą galerię. Waszyngton z poziomu zwykłego człowieka.

Wyobraź sobie pokój

M163_IMAGINEPEACE

‚Air and Simple Gifts’

Droga

USVIOkazuje się, że do każdego celu można dojść wieloma drogami. Warto więc wybrać tę najprzyjemniejszą. Ważne jest również, by mieć komfort takiego właśnie wyboru.

Dziękuję!

Witamy ciepło w Nowym Roku

Jeszcze raz o AMNewYork

Dziś rano mnie uderzyło: AM NewYork jest w niezłych tarapatach. Nie chodzi mi o ostatnie doniesienia o bankructwie właściciela tego tytułu – to się zdarza i po to jest bankructwo – by móc wyjść na prostą. Ale w tej gazecie widać jakieś spore kłopoty. Moim zdaniem: kłopoty z zespołem.

To, czy mamy dobry zespół najbardziej jest wyraźne, i potrzebne, w tzw. ciężkich czasach. Jeśli są lekkie – i tak wszystko samo lekko idzie, więc nie ma większego problemu (poza, powiedzmy, wzrostem). W ciężkich: podstawa to dobrzy ludzie. Kłótnie i konflikty – mogą być i tak naprawdę zawsze będą. Kwestia jest tylko – czy służą ochronie własnych interesów czy też – stworzeniu lepszego produktu.

Przeglądam czasami (ale to raczej przez ramię u sasiada w metrze;) AM i coraz częściej odnoszę wrażenie, że zespół AMNY poddał się. Nawet nie wiem, czy ludzie od reklam (na brak reklam ta gazeta nie może chyba narzekać) ale bardziej chodzi mi o redakcję – co widać w gazecie już coraz wyrażniej: ponure (i na odwal się) okładki, skupienie się na kryzysie i tym, jak negatywanie wpływa na wszystko dookoła. Miałem nawet dziś ochotę „zacytować” jedną taka stronę, ale zdjęcie na niej jest zbyt drastyczne na mia:bloga. naprawdę!

Co więc czeka tę gazetę? Nie mam zielonego pojęcia. W sumie to wiele rzeczy może się wydarzć w przyszłym roku, więc upadek tego tytułu wcale nie jest nieunikniony ani konieczny. Na przykład The New York Sun pociągnął kilika lat choć od samego początku (odwiedziłem ich redakcję w jakiś miesiąc po otwarciu) było widać, że zupełnie nie mają pomysłu na to, co robić.
A może się znajdzie jakiś inwestor, który włoży w amny pieniądze. Wiem jedno: ja takim inwestorem nie będę: patrząc nawet patrząc z zewnątrz na tę gazetę wiem, że coś złego dzieje się w jej redakcji, więc perspektywa pierwszego roku pod znakiem „walczenia” z ludźmi i tłumaczenia im najbardziej podstawowych spraw (typu „kto tu jest dla kogo”) – wcale mnie nie kusi.

Pycha – to potrafi zgubić. Zwłaszcza w ciężkich czasach.

P.S. Dla tych spoza Nowego Jorku: AM New York oraz Metro to dwie główne bezpłatne gazety miejskie.