Metro 07/09/2007

Zainteresował mnie tytuł na czołówce dzisiejszego Metra: „Traffic solution: Stay home”. Okazuje się, że jednym ze sposobów na pokonanie problemów z komunikacją miejską może być, według władz miasta i stanu Nowy Jork, zachęcenie pracowników, by… nie jeździli do pracy!

Być może sam problem, a także propozycja jego rozwiązania, wydaje się nieco dziwne, ale wystarczy kilka dni spróbować, w godzinach szczytu, przejechać się metrem w Nowym Jorku, by zrozumieć, że wcale nie jest to przesada. Według poważnych szacunków, w 2006 roku, nowojorskim metrem dziennie podróżowało ponad 4.6 miliona pasażerów. Nowy Jork generuje ok. 65 procent pasażerów metra w całych Stanach Zjednoczonych! A nie jest to system nowy. Większość stacji jest b. starych, ciasnych, ciemnych i dusznych. Weekendowe remonty, dzięki którym potrafią być wyłączane z ruchu całe odcinki linii, niewiele pomagają w kwestii komfortu podróżowania. „Budujemy na następne 100 lat” – tak reklamuje się, i uzasadnia konieczność remontów Metropolitan Transit Authority. Każdy wie, że te prace są niezbędne, ale też nikt nie łudzi się na szybką poprawę warunków w metrze. Tak samo, jak nikt nie łudzi się, że zapowiadane kolejne podwyżki cen biletów – cokolwiek zmienią w tej dziedzinie. Po prostu – jest nas za dużo!

Między godzinami 5 a 6 pm do metra 4, 5 jadącego uptown na przystanku Fulton Street najczęściej udaje mi się wsiąść za 2 lub 3 razem. Warunki pod ziemią są koszmarne – potwornie gorąco, ciasno, straszny hałas – ta stacja jest w przebudowie, wiem, widzę na projektach, że za kilka lat to będzie cudo techniki. Ale teraz… nie jestem w sobie nawet wyobrazić najgorszej stacji kolejowej w Polsce, by porównać ją z Fulton Street – stacji, na której do metra wsiadają ludzie, którzy w kilka miesięcy potrafią zarobić dwa miliony dolarów. A i rano, jadąc na dół Manhattanu, nauczyłem się, że nie ma sensu nawet próbować przesiadki na 86 ulicy bo w 80% przypadków – nie uda mi się wejść do pierwszego pociągu linii ekspressowej. I, choć wydaje się to nieprawdopodobne, w godzinach szczytu pociągi stoją… w korkach! Są jeszcze autobusy ale na dojazd nimi to już trzeba mieć naprawdę duużo czasu. Bo korki na powierzchni ziemi są jeszcze większe.

Wracając do propozycji władz stanu Nowy Jork: nie jest taka głupia. Zdaniem analityków, w ciągu ostatnich 10 lat w USA 4-krotnie (do 45 milionów) wzrosła liczba telecommuterów (tak tutaj nazywa się ludzi, którzy do pracy „dojeżdżają” wirtualnie). Podczas strajku komunikacja miejskiej w 2005 roku telecommuting uratował wiele firm. Są oczywiście problemy. Na jeden z nich np. zwrócił, zapytany przez gazetę Metro, mieszkaniec stanu Connecticut: czy telecommuting będzie oznaczał, że mam płacić podwójne (tzn NY i CT) podatki ?

Wracając do propozycji władz stanu Nowy Jork: to całkiem miła perspektywa… Można sobie kawę zrobić, w łóżku „popracować”. Może tylko w takiej wirtualnej pracy zabraknie kontaktu z innymi ludźmi. Zabraknie nawet tego ścisku w metrze i interakcji-integracji z naj… miastem świata.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s